rowery

stat

Dirt jumping, czyli akrobacje rowerowe


Jazda na rowerze to oczywiście nie tylko sposób aktywnego spędzania czasu, ale również przeróżne dyscypliny sportowe. Do jednej z nich zalicza się rodzaj jazdy na bicyklu polegający na wykonywaniu skoków i ewolucji na specjalnie przygotowanym do tego celu torze. W sporcie tym nie liczy się czas, a jedynie dobry styl wykonania trików oraz zabawa podczas jazdy rowerem. To dirt jumping - dyscyplina tzw. rowerowych sportów grawitacyjnych, która może i powoduje siniaki, ale przede wszystkim urzeczywistnia marzenia o lataniu na dwóch kółkach.



Niniejszy artykuł jest drugim z serii dotyczących ekstremalnych typów jazdy górskiej. Tak jak przy okazji rozważań o freeridzie, skupimy się na cechach charakterystycznych interesującej nas dyscypliny i przyjrzymy się konstrukcji maszyn, którymi najlepiej pokonywać znajdujące się na torze przeszkody, przewyższenia, itp.

1. Tor do dirt jumpingu

Jedną z cech charakterystycznych popularnego dirtu jest tor, na którym rozgrywane są zawody lub jeździ się dla ekstremalnej przyjemności. Trasa przejazdu najeżona jest ogromną ilością przeszkód usypanych z ziemi, a ich połączenie to istota dirt jumpingu. Do najważniejszych z nich, bazowych, definiujących opisywaną dyscyplinę należą:

- Double - to najbardziej powszechna przeszkoda na torach dirtowych. Składa się z dwóch usypanych i ubitych w odpowiedni sposób hałd ziemi, pomiędzy którymi znajduje się pusta przestrzeń. Jeden z elementów ziemnych służy do wyskoku, drugi zaś do lądowania. Zdarza się, że wyskok jest wyższy od zeskoku, żeby kolarz zyskał prędkość (step-down) lub też odwrotnie, po to by prędkość wytracić (step-up);

- Stolik - to przeszkoda dla świeżaków w świecie dirtu. Idealny do nauki skoków stolik przypomina double, jednak przestrzeń między wyskokiem i zeskokiem wypełniona jest ziemią, która ubita z góry przypomina blat stołu;

- Racer - przeszkoda przypominająca double, z tym, że jest dużo mniejsza. Racer nie "wyrzuca" kolarza tak wysoko jak np. double i traktuje się go jako preludium dla kolejnych przeszkód. Służy zyskaniu prędkości przed dalszą jazdą;

- Mulda - dobry tor do dirtu często nie wymaga od kolarza pedałowania, aby dojechał on z dużą prędkością do kolejnej przeszkody. Muldy służą utrzymaniu rytmu jazdy oraz odpowiedniej prędkości lub jej zwiększeniu. To nic innego jak seria małych stolików, które tworzy się z reguły na początku toru. Dzięki nim można "pompować" rower, czyli dociążać na zjeździe i podrywać na podjazdach - to właśnie pozwala zarządzać prędkością;

- Banda - to sposób na utrzymanie prędkości w zakrętach, czyli zakrzywiona ściana, która pozwala uniknąć drzew i innych spowalniających przeszkód na torze. Jest ona również po prostu urozmaiceniem trasy.

- Sopocki tor znajdujący się nieopodal Opery Leśnej, na którym kręcony był materiał wideo od wielu lat znany jest wśród trójmiejskich dirt`owców. Trenują tu także przyjezdni, którzy zaskoczeni są, że nad morzem występują tego typu atrakcje. Dzięki zaangażowaniu lokalnych rowerzystów, amatorów sportów grawitacyjnych, w tym przede wszystkim, bardzo widowiskowej dyscypliny jaką jest dirt jumping, tor ma szansę na legalizację. Stosowne dokumenty zostały złożone już do Urzędu Miasta Sopot i póki co czekamy na dalszy rozwój sytuacji - mówi Jaromir Zimny, z sopockiego Stowarzyszenia Opera Trails

Vitaliy_Melnik / Fotolia.pl


2. Triki

Tor do dirtu to zatem zestaw przemyślanych przeszkód, które napędzają jeźdźca oraz dają mu możliwość wykonywania przeróżnych ewolucji, które z kolei ogranicza jedynie wyobraźnia. To właśnie triki sprawiają, że dirt jumping jest tak efektowną dyscypliną jazdy grawitacyjnej. Każda sztuczka wymaga jednak kontroli nad rowerem w powietrzu. Loty bywają nawet kilkunastometrowe, z przeróżnymi obrotami, puszczeniami roweru, lub saltami. Rower rozpędza się nawet do 70 km/godz., a przeszkody są z gliny ubitej na beton. Brzmi niebezpiecznie, jednak poważne wypadki zdarzają się tu bardzo rzadko.

- Najpierw uczymy się upadać, a dopiero potem jeździć - mówi Jaromir Zimny, sopocki miłośnik dirtu. Jesteśmy trochę jak koty, które przygotowują się do miękkiego lądowania, kiedy skaczą z dużej wysokości. W powietrzu kontroluję obroty, a w przypadku kłopotów, odrzucam rower, dokręcam obrót ciała, żeby nie spaść na kark - dodaje.
Oczywiście nie sposób wypisać tu wszystkich ewolucji, jakie wykonywane są podczas przejazdu, warto jednak przedstawić niektóre z nich, głównie te, które uchodzą za bazowe:

- Turnbar - kiedy skoki nie sprawiają już problemów i co ważniejsze, umiemy już bezpiecznie wylądować, warto byłoby zrobić coś z tym czasem w powietrzu. Na początek, kiedy jeszcze kurczowo trzymamy się roweru w locie, warto spróbować skręcić kierownicę do wybranej ze stron i wrócić do pozycji wyjściowej. Turnbar to przy okazji zupełny początek dla Whipa, czyli zarzucenia tyłem roweru w powietrzu;

- ET - pamiętacie film "E.T." Spielberga? Jest tam słynna scena, w której młody bohater ucieka rowerem przed policją, w koszyku na kierownicy ma owiniętego kocem sympatycznego kosmitę. W pewnej chwili unoszą się w powietrzu, a mały wciąż pedałuje. Stąd właśnie nazwa triku, który polega na tym, że wybijamy się na hopce i pedałujemy w powietrzu niczym postać z filmu "E.T.";

- Table - bardzo efektowna akrobacja, podczas której rower w powietrzu zmienia swoje położenie o 90º. Chodzi o to, że kręcimy barkami i biodrami w taki sposób, że rower właściwie leży pod nami, gdy jesteśmy w powietrzu;

- One hander - to jeden z podstawowych trików polegający na puszczeniu kierownicy jedną dłonią i wyraźnym zaznaczeniu tego podczas lotu. Oczywiście na początku najlepiej jest wybrać jakiegoś table-topa i spróbować przejechać go z jedną - pewniejszą w chwycie dłonią na kierownicy. Następnie można próbować skakać na table-topie i delikatnie odrywać dłoń od kierownicy. Zyskujemy z czasem pewność siebie, ani się spostrzeżemy i już jedna ręka wyraźnie oderwie się od kierownicy;

- X- Up - oldschoolowy trik, według którego przekręcamy kierownicę o 180º. Nie robi się tego jednak jedną ręką, ale dwiema. Po przekręceniu kierownicy w taki sposób, przedramiona skrzyżują się i utworzą literę "X". Warto wykorzystać do tej ewolucji double lub table-topy, dzięki którym wysoko się wybijecie, aby mieć sporo czasu antenowego na wykonanie X-upa. Jest to kultowy trik, który pomimo swojej prostoty często dodawany jest do bardziej skomplikowanych ewolucji.

- One Foot - trik podobny do One hander, tyle że tym razem odrywamy nogę od pedała. Analogicznie do One hander, próbujemy z początku delikatnie, aby ostatecznie wyraźnie odsunąć nogę, najlepiej prostopadle do roweru;

- No Foot - kiedy udaje się już oderwać od roweru w locie jedną nogę, można spróbować oderwać je obie. Najlepiej na początku próbować tego na płaskim gruncie. Teraz wyobraźcie sobie, że niczym Chuck Norris chcecie załatwić jednocześnie dwóch stojących po waszej prawej i lewej stronie przeciwników. Akrobacji tej znów warto uczyć się na zasadzie krok po kroku. Najpierw delikatnie staramy się oderwać obie stopy od pedałów i z czasem coraz dalej i szerzej;

- One hand one foot - wreszcie przyszedł czas na coś bardziej efektownego. Kombinacja wcześniejszych ewolucji. Jak sama nazwa wskazuje odrywamy od roweru jedną rękę i nogę. Do takich akrobacji warto wybierać wysoko wynoszące w powietrze hopy;

3. Strój dirtowca

Patrząc na to co robią z rowerem w powietrzu dirtowcy i na to jak spadają na ziemię, nie sposób nie oprzeć się wrażeniu, że w stroju, który mają na sobie podczas akrobacji, mogliby chodzić po mieście. Czy to brawura, czy chodzi może o coś innego? Oczywiście, że o coś innego. Jak już wcześniej wspomnieliśmy liczy się umiejętne upadanie, a jeśli do tego dodamy rozluźnienie ciała i kask na głowie, to właściwie nic im nie grozi. Warto oczywiście uzbroić się w ochraniacze na kolana, piszczele czy łokcie. W pewnym jednak momencie dochodzi się do takiego punktu, w którym kolejne stłuczenie nie boli, ale motywuje do jeszcze bardziej efektownego, płynniejszego przejechania trasy.



4. Rowery do dirtu

W związku z faktem, że hopy potrafią wybić zawodnika na naprawdę duże wysokości i zasięg skoku może być bardzo duży, a grawitacja zawsze wygrywa, czyli prędzej czy później nasz kolarz będzie musiał spotkać się z ziemią, rower do tego typu jazdy musi być - na logikę, niezwykle wytrzymały i sztywny. W dirt jumpingu stosuje się rowery typu BMX oraz górskie.

Rama maszyn do dirtu jest najczęściej aluminiowa lub ze stali chromowo-molibdenowej (cr-mo). Są to rowery bardzo kompaktowe, rozmiary ich ram mają od 12 do 15 cali. Te większe szkielety są po to, aby móc wykonywać niektóre triki, jak np. cancan (przełożenie nogi nad ramą).

Poza ramą olbrzymiej wytrzymałości oczekuje się także od kół. W przypadku dirtu stosuje się je o wielkości 24 lub 26 cali. Koła 24" są jednak rozwiązaniem coraz rzadziej spotykanym, najczęściej wykorzystuje się 26". Jedne i drugie mają sztywne osie, mocne felgi, charakteryzują się super lekkością oraz wytrzymałością. Ze względu na niewielką średnicę kół, opony stosowane w interesujących nas rowerach są z całkiem szerokie, bo od 2,1 do 2,5, a także mają dość duży profil.

Amortyzacja maszyn dirtowych, jeżeli w ogóle występuje to raczej z przodu. Skok amortyzatora wynosi najczęściej od 80 do 130 mm. Większe skoki lub dodatkowy amortyzator tylny rzadko sprawdzają się przy tej zabawie i na pewno dodałyby rowerowi zbędnych kilogramów.

Nierzadko w konstrukcjach do dirtu mamy do czynienia wyłącznie z tarczowym hamulcem tylnym. Istnienie przedniego hamulca utrudnia możliwość wykonywania trików, które wymagają kręcenia przednim kołem wokół własnej osi. Dlatego też stosuje się dla hamulca tylnego długi przewód, a czasem też rotor.

Rower do dirtu jest najczęściej single-speedem. Korby, jak zresztą wszystko tutaj, muszą być bardzo trwałe. Stosuje się więc korby BMX lub górskie, zwykle niewielkie, lekkie i jednocześnie mocne.

Podsumowanie

Dirt jumping to sport, który dla wielu wydaje się samobójstwem. Agresywna, brawurowa jazda dosłownie bez trzymanki w powietrzu. Dojściu do pewnego poziomu służą jednak ciężkie treningi, a każdy trik można rozłożyć na czynniki pierwsze i nauczyć się go krok po kroku. Nikt o zdrowych zmysłach nie pofrunie na rowerze na kilkanaście metrów bez przygotowania i umiejętności. Dirtowcy to kolekcjonerzy siniaków, których nabawili się robiąc to co kochają. Zupełnie wyluzowani, pewni swoich umiejętności są wzorem do naśladowania, dla wszystkich tych, którzy od życia potrzebują adrenaliny i szybszego bicia serca.

W realizacji filmu wzięli udział:
Jaromir Zimny i Marek Łączyński / sopockie Stowarzyszenie Opera Trails

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (37)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
12.12.2017 wprowadzono zmiany w regulaminie.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

wydarzenia - imprezy i szkolenia

+ dodaj

Porady rowerowe

zobacz więcej »

Szlaki rowerowe

Znajdź trasę rowerową

Turystyka rowerowa

zobacz więcej »