rowery

stat

Creme Cycles - luksusowe rowery byłego lidera Blendersów

Szymon Kobyliński - właściciel Creme Cycles
Szymon Kobyliński - właściciel Creme Cycles fot. Lucyna Pęsik / trojmiasto.pl

Wielu kojarzy go z grupą Blenders, której przewodził na scenie do 2001 roku. Po rozpadzie zespołu skupił się na drugim, obok muzyki, zamiłowaniu - kolarstwie. Zaczął od produkcji rowerów sportowych (NS Bikes), po kilku latach zaś zainwestował w modele miejskie - eleganckie, surowe, utrzymane w stylistyce retro. Creme Cycles od kilku lat dumnie jeżdżą po ulicach światowych metropolii, tymczasem w Polsce znane są zaledwie nielicznym. O budowanej od podstaw globalnej marce luksusowych rowerów miejskich opowiada nam pasjonat z krwi i kości - Szymon Kobyliński.



Creme Cycles od początku pomyślana była jako marka globalna. To był odważny ruch, myśleliśmy szeroko.

Olga Miłogrodzka: Zanim zapytam cię o rowery, chciałabym na chwilkę zostać przy muzyce. Z grupy Blenders odszedłeś w 2001 roku. Nie brakuje ci muzyki?

Szymon Kobyliński: W ogóle. Gitary elektrycznej nie miałem w ręku z 10 lat. Gdy mój synek miał dwa lata sięgnąłem po gitarę akustyczną, aby grać mu na dobranoc. Pojawiła się we mnie wówczas taka myśl, "wow, to jednak jest fajne", ale w momencie, gdy młodemu granie zaczęło przeszkadzać, bezboleśnie odstawiłem instrument.

Gdy grupa reaktywowała się kilka lat temu, nie miałeś chwili zawahania, aby jednak na scenę powrócić?

Nie, nie. To jest chaotyczny świat - nie mogłem się w nim odnaleźć. Cały romantyzm zawodu muzyka sprowadza się do kilku chwil na scenie. Rzeczywiście fajnie na niej stać, za tym nawet trochę tęsknie, ale cała reszta: siedzenie na próbach, w jakiejś śmierdzącej kanciapie, boląca głowa, 8 godzin łupania tego samego numeru - do tego wszystkiego bym nie powrócił. Teraz dopiero, prowadząc firmę rowerową, spełniam się w pracy kreatywnej. Wymyślam produkt, który się urzeczywistnia. W świecie muzycznym nic nie było pewne, np. to, czy dana piosenka chwyci, czy się przebije czy nie. Teraz dopiero czuję moc twórczą - wiem, jakie kroki wykonać, aby na ulicach miasta pojawił się kolejny, świetny rower, który będzie cieszył ludzi. Muzyka tymczasem była niewiadomą. Nasz hit - "Ciągnik" - wytwórnia chciała przecież w ogóle usunąć z płyty. Zresztą i tak nie miałbym czasu na to wszystko - każdą wolną chwilę poświęcam na trenowanie - przejeżdżam około 10 tys. km rocznie na rowerze szosowym, startuję w zawodach i nieskromnie powiem, że udaje mi się osiągać całkiem niezłe wyniki w swojej "dziadkowej" kategorii wiekowej.

Creme to przede wszystkim elegancja. Nie są to rowery-maskotki przeładowane funkcjami i obwieszone technologiczną bronią.

Nie jest to utarty schemat prowadzenia kariery - ze sceny muzycznej do świata biznesu. Artystom trudno się przekwalifikować, tym bardziej odnaleźć w roli przedsiębiorcy. Tobie się udało.

W moim przypadku akurat to muzyka była rzeczą, którą w większym stopniu robiłem na siłę. Chyba rzeczywiście bliżej mi do inżyniera niż artysty. Moja mama jest malarką, a ojciec profesorem uczelni technicznej. Zawsze interesowałem się sztuką, jednak typem rozproszonego, bujającego z obłokach artysty nigdy nie byłem. Wielu kolegów z branży, z którymi miałem okazję współpracować, rzeczywiście było takich orbitujących. To oczywiście nie jest niczym złym - takie osoby zwykle generują najlepsze pomysły i wizje artystyczne, ja natomiast zawsze mocno stałem na nogach.

Za to w branży biznesowej postrzegany jestem jako świr. I rzeczywiście - biznesowo myślę raczej swobodnie, rzutko, kreatywnie. Lekcję żywego marketingu odrobiłem w show-biznesie. Tam poznałem mechanizmy sprzedaży. Poza wszystkim nie byłbym chyba w stanie prowadzić biznesu tradycyjnie, poprawnie - rozwijać sieci dystrybucji według utartego schematu - od małego sklepiku, przez hurtownię, po sieć punktów sprzedaży.

Muszę też przyznać, że nie jest to łatwy biznes ani do rozkręcenia, ani do prowadzenia, i gdyby nie absolutne, bezwarunkowe poświecenie firmie - nic by z tego nie wyszło. Kiedy inni mówią, że "mam szczęście, bo mi biznes wypalił" to naprawdę nie wiem, co powiedzieć. Na to "szczęście" pracowałem 12 godzin dziennie przez 10 lat i nadal to robię, dzień w dzień.


Na jakie to innowacyjne ruchy zdecydowałeś się zakładając Creme Cycles?
Ostatnio wyprodukowaliśmy unikatowy model - caferacer dla Soto Berlin - cały ze stali nierdzewnej, bez kropli lakieru, z drewnianą kierownicą - dzieło sztuki.

Paradoksalnie innowacja, która wprowadziliśmy - to pozbawienie rowerów zbędnych "innowacji". Inspirowaliśmy się filozofią wyznawaną w produktach takich jak ekskluzywne zegarki lub wysokiej jakości narzędzia, które od lat wyglądają tak samo, ale działają - i to naprawdę dobrze. W pewnym sensie są wieczne. Na drugim końcu spectrum tej filozofii jest czajnik, który ma w sobie budzik, radio, odtwarzacz CD i wejście USB, ale po miesiącu psuje się. Według nas tak właśnie wygląda dziś większość produktów. Druga innowacja to podejście biznesowe. Creme Cycles od początku pomyślana była jako marka globalna. To był odważny ruch, myśleliśmy szeroko. Sam fakt, że firma założona została w Polsce, w Gdańsku, nie ma na nią właściwie żadnego wpływu. Sprzedajemy rowery wszędzie, na całym świecie - w Korei, Stanach, Japonii, w Azji, całej Europie. Taki był zamysł od samego początku. Bazując na wcześniejszych doświadczeniach wiedzieliśmy, że da się tak zrobić.

Taka myśl "zróbmy w Polsce produkt, którym zachwycimy cały świat" nie kiełkuje w naszych umysłach zbyt często. Jak myślisz, co nas przed odważnym myśleniem hamuje?

Nie wiem co tak naprawdę. Wydaje mi się, że ludzie się boją - nie jeżdżą po świecie, siedzą całe życie w jednym w miejscu, w piwnicy. Trzeba ruszyć się z nory, rozejrzeć po świecie i zobaczyć jak on naprawdę wygląda. Zawsze sporo podróżowałem. Każde pieniądze wydawałem na wyjazdy. Poza tym jako dziecko mieszkałem w Londynie, do Polski przyjechałem dopiero w wielu 15 lat. Angielski to mój pierwszy, albo równorzędny język, nie stanowi bariery - to na pewno pomogło mi w kontaktach z zagranicznymi dostawcami i odbiorcami.

Jedno spostrzeżenie, którym mogę się podzielić - wielu z moich kolegów prowadzących firmy zdaje się ma kompleksy dotyczące naszego kraju. A ja wręcz przeciwnie, wiem, że wcale nie jesteśmy postrzegani jako gorsi. Przekonałem się o tym kiedy kilka lat temu, idąc po ulicy w San Francisco zobaczyłem nasz rower na centralnym miejscu witryny z wielkim napisem "made with pride in Gdańsk". Fajne uczucie.

Patrzę na Danię, Holandię, gdzie rower stał się stałym elementem krajobrazu miejskiego i myślę sobie, że kultura rowerowa w Polsce raczej się nie zakrzewiła. Jak myślisz, dlaczego?

Nie jest u nas chyba tak źle. Dania i Holandia to wyjątkowe na mapie Europy miejsca, w Wielkiej Brytanii szału rowerowego już nie widać. W Polsce barierą są raczej finanse, mentalność się zmienia, czuję to wyraźnie. Niedawno w Amber Expo byliśmy na targach rowerowych - zobaczyłem tam milion fajnych ludzi i fajnych rowerów. Za rok, dwa sytuacja będzie inaczej u nas wyglądać, przybywa infrastruktury rowerowej - wierzę, że będzie coraz lepiej.


Staramy się o ponadczasowość projektów. Wypieramy nowości, chcemy tego, co dobre i sprawdzone.
Co więc takiego wyjątkowego oferują światu wasze rowery?

Creme to przede wszystkim elegancja. To nie są rowery-maskotki przeładowane funkcjami i obwieszone technologiczną bronią. "Dodam biegi, kontrolki - będzie lepiej" - to błędna myśl. Tak samo jest zresztą w muzyce. W zespole też walczyliśmy z pokusą, aby kompozycje nieustannie wzbogacać. Kombinowanie jednak zabija świetne piosenki, najlepsze są te najprostsze - sama gitara i wokal na przykład. Podobnie z rowerami. Mają być proste, design wyrafinowany. Naszą inspiracją są modele francuskich i brytyjskich rowerów retro, z lat 50. i 60. Liczbę funkcji ograniczamy do minimum - nie ma zbędnych manetek, wyświetlaczy. W takie gadżety nie wierzymy. Ufamy, że ludzie chcą jeździć na rowerze, aby odciąć się od świata przeładowanego ekranikami i przełącznikami. Nawet nasz rower elektryczny jest prosto zrobiony - ma jeden włącznik i nic poza tym.

Staramy się także o ponadczasowość projektów. Branża rowerowa generalnie żyje nowościami, one determinują dynamikę rynku. My wypieramy nowości, chcemy tego, co dobre i sprawdzone. Creme ma być ponadczasowy, cieszyć się stałą wartością. Model z 2015 roku jest praktycznie taki sam jak z bieżącego. Udoskonalamy, ewolucyjnie nie rewolucyjne, detale - najsłabsze ogniwa, jak np. śrubki - te, które najszybciej rdzewieją.

Dbacie o szczegóły...

To prawda. Gdy patrzymy z daleka na Creme postawiony obok innego, zwykłego roweru - różnice nie są wyraźnie widoczne, jednak z bliskiej odległości nie da się ich przeoczyć - dobór materiałów, stopień wypolerowania kierownicy, błyszczący w słońcu, świetnej jakości lakier. Fundamentalne są dla nas ramy na mufach, czyli lutowane. Jest to może archaiczna metoda łączenia elementów, ale jakże elegancka. Każda cześć roweru robiona jest customowo. Dzwonki, chwyty kierownicy, korby - to wszystko jest nasze. Większość rowerów na rynku składanych jest jak klocki Lego, z części produkowanych w Azji. My te klocki tworzymy, nadzorujemy produkcję - staramy się działać tak, by rowery były w jak największym stopniu "naszym" wytworem. Z biznesowego punktu widzenia nie są to ruchy najkorzystniejsze finansowo, nami jednak kieruje pasja.

SOTO caferacer
SOTO caferacer materiały prasowe Creme Cycles
Dbacie też o smaczki. Udaje się wam tworzyć prawdziwe unikaty, prawda?

Ostatnio wyprodukowaliśmy ciekawy model, pojedynczą sztukę - model Caferacer na targi w Niemczech, dla kultowego sklepu Soto w Berlinie - cały ze stali nierdzewnej, bez kropli lakieru, zbudowany na bazie ramy lutowanej w Polsce, której wytworzenie trwało ponad 180 godzin, posiadający drewnianą kierownicę wykonaną także u nas w kraju, z laserowo wycinanymi elementami - dzieło sztuki. Jego przygotowanie było dla nas wielkim zaszczytem i wyzwaniem.

Zdradź nam jeszcze proszę, jak powstała nazwa marki?

Creme - to był moment, chwila natchnienia i strzał w dziesiątkę. Nie mam konkretnej interpretacji, hasło kojarzy się z najwyższą jakością, crème de la crème. Mam nadzieję, że nazwa trzeciej marki rowerowej przyjdzie do nas równie gładko. Kolejną bowiem premierę planujemy już w przyszłym roku.
Też przeżyłeś ciekawą przygodę, odkryłe(a)ś nową trasę? Podziel się wrażeniami z innymi, napisz do nas.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (102)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

wydarzenia - imprezy i szkolenia

+ dodaj

Porady rowerowe

zobacz więcej »

Szlaki rowerowe

Znajdź trasę rowerową

Turystyka rowerowa

zobacz więcej »