wydarzenia - imprezy i szkolenia

+ dodaj

wiadomości

stat

Szago, daleko do pechowej trzynastki

Jak widać wcale nie trzeba mieć profesjonalnego mapnika by dotrzeć do celu;)
Jak widać wcale nie trzeba mieć profesjonalnego mapnika by dotrzeć do celu;) fot. Marek Puchalski [GR3miasto]

W dniach 25-26 marca odbyła się wiosenna impreza na orientację pt. Szago zorganizowana przez Uczniowski Klub Sportowy Włóczykij. Choć Kociewie nie ma tak urozmaiconej rzeźby terenu jak najbliższe okolice Trójmiasta, to przygotowane przez organizatora trasy i tym razem pozytywnie zaskoczyły uczestników. Nie brakowało pięknych lasów, jezior oraz wijących się rzek, a także ciekawostek historycznych. Wśród tras do wyboru były łatwe turystyczne oraz zdecydowanie trudniejsze - rowerowe i piesze. Startować można było indywidualnie bądź drużynowo, osobiście wybrałem najdłuższą trasę na dwóch kółkach wspomina Marek Sadowski.



Relacja uczestnika trasy rowerowej TR 120:

Wszystko zapakowane? Do domu cofałem się ze trzy razy, najpierw po buty, następnie kask, a na końcu przypominałem sobie, że nie mam mapnika. Bez butów rowerowych i kasku jeszcze można wystartować, ale bez mapnika, to już jest wyzwanie. Skoro wszystko już mam, można ruszać w trasę. W biurze zawodów tradycyjne załatwianie formalności i czas na odprawę. W tym roku powróciły numery startowe na rowery, mi przypadł nr 19. Takie miejsce na mecie brałbym w ciemno, bacząc jak mocni zawodnicy stanęli na starcie. Budowniczy opowiedział o wszystkich punktach, trasa tej edycji lekko wydłużona do 120 km, co bardzo cieszy. Liczę na to, że 120 pozostanie lub organizatorzy wydłużą ją do 150 km lub więcej. Trasa poprowadzona na zachód od Osieka co jest dobrą wiadomością, bo przy dość silnym wietrze z zachodu na metę będziemy wracać z wiatrem. Tradycyjnie punkty na Szago są wagowe i w zależności od odległości od startu waga ich wzrasta.

O godz. 8:08 startuję, niespecjalnie rozmyślając nad wariantem, chcę jak najszybciej dotrzeć w okolice punktów o najwyższej wadze, by tym razem nie odpuścić żadnego z nich. Trasa układa się w jasny osób. Co ciekawe po 3 km od startu nie widzę żadnego zawodnika ani przede mną, ani też za mną. Pierwsze 7 punktów kontrolnych wpada dość sprawnie, aż wyjątkowo sprawnie, co mnie lekko niepokoi. Przez pewne wątpliwości, zaliczam też niezłą "wtopę". Do PK21, zamiast jechać lasem wzdłuż Wdy, trzymając się cały czas z prawej strony rzeki, w pewnym momencie koryto pojawia się po mojej lewej. Na szczęście w porę znajduję swój błąd. To samo przydarza się Konradowi. Razem ustalamy strategię i wycofujemy się, a chwilę później zdobywamy właściwy punkt.

W Tleniu Konrad gdzieś znika, a ja szybko zaliczam punkt kontrolny koło kładki i ruszam na poszukiwania PK13. W ubiegłym roku przy 13 straciłem wiele cennego czasu. Liczę, że tym razem trzynastka nie będzie pechowa. Choć droga prowadzi przez ślad huraganu z roku 2012, który w tej okolicy wyrządził spore szkody, jestem pewny, że jadę we właściwym kierunku. Spustoszenia nadal robią wrażenie i pewnie przez kolejne dziesięciolecia nie pozostaną bez uwagi. Siła trąby, mierzona w skali Fujity, wynosiła wtedy F2. Oznacza to wiatr wiejący z prędkością od 181 do 253 kilometrów na godzinę. Spustoszył on 650 ha lasu, trąba wyrobiła sobie drogę długości ponad 8 km i szerokości dochodzącej do kilkuset metrów, niszcząc lub uszkadzając ponad 125 tys. metrów sześciennych drzew, głównie sosen w wieku od 40 do 100 lat. Po dreszczyku grozy docieram we właściwe miejsce, ale coś mi nie gra. Podejrzewam, że punkt jest jedną przecinkę dalej. Szybko naprawiam błąd i odnajduję moją trzynastkę.

Czas zacząć zaliczać punkty o najwyższej wadze. Najpierw przepust koło torów kolejowych, kolejne PK nad brzegiem jeziorka, koło ambony i w środku lasu. Szło sprawnie, aż do trafienia na przeszkodę w postaci wąwozu i strumyka jakieś 6 m niżej. Trudność w pokonaniu przeszkody potęgowała niezliczona ilość wiatrołomów. Niestety do kolejnego punktu nie udaje się podjechać, muszę więc parę kroków zejść bo nie odważyłem się tam zjechać. Zostawiam więc rower przy drodze i ruszam z buta.

Podbijam ostatni punkt i chyba nie dam rady zaliczyć PK8 i PK11 przy samej bazie. Trochę już na pamięć, bez kontroli mapy udaję się na północ i okazuje się, że nie jadę najkrótszą drogą. Jechałem po łuku i wylądowałem przy osadzie Orli Dwór. Teraz żarty się skończyły, trzeba gnać jak najszybciej do mety, by się zmieścić w limicie. W linii prostej ponad 10 km, powinno się udać na styk o ile wytrzymam tempo. Na metę docieram ze spóźnieniem 2 minut. Okazuje się, że zegarek w liczniku spóźniał się właśnie o 2 minuty. Trasa przepiękna, chyba najładniejsza ze wszystkich edycji Szago. Jesienią jedziemy na granicę Kociewia i Kaszub do Starej Kiszewy. Nie wiem czy okolica Starej Kiszewy jest tak piękna jak okolice Osia, ale pewnie też się skuszę.

>>> Pełne wyniki

PS. Szczególne brawa dla naszej drużyny na trasie pieszej. Marek i Paulina Puchalscy w końcu dopięli swego i stanęli na najwyższym stopniu podium. Widać, że z czytaniem mapy jest już coraz lepiej, a i kondycja po dłuższej rehabilitacji wraca do formy. Brawa!

Zdjęcia z trasy pieszej:



>>>Przeczytaj relację z poprzedniej edycji

Organizator:

Uczniowski Klub Sportowy Włóczykij
przy Zespole Szkół Publicznych w Osieku,
ul. Partyzantów Kociewskich 51, 83-221 Osiek

>>>WWW: Uczniowski Klub Sportowy Włóczykij
>>>śledź aktualności na Facebooku

kontakt mailowy: ukswloczykij@wp.pl
Też przeżyłeś ciekawą przygodę, odkryłe(a)ś nową trasę? Podziel się wrażeniami z innymi, napisz do nas.
Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (3)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
13.07.2017 wprowadzono zmiany w regulaminie.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.