wydarzenia - imprezy i szkolenia

+ dodaj

wiadomości

podziel się na Facebooku dodaj kanał RSS prześlij artykuł drukuj artykuł
Wybrana mała czcionka

Rowerowa wyprawa do zamków nad Loarą

Chateau de Vaux le Vicomte

fot.Rowerowa Rodzinka

Chateau de Vaux le Vicomte

Czyż nie jest prawdziwą przyjemnością, gdy po kilku miesiącach wodzenia palcem po mapie, po godzinach spędzonych przed komputerem i setkach przewertowanych stron w przewodnikach, opieramy nogi na pedałach, by ruszyć wreszcie przed siebie? Bardzo lubię długo przygotowywać się do wyjazdu. Im dłużej trwają przygotowania, tym bardziej nie mogę doczekać się startu.



Dawniej, jeszcze w czasach studenckich, im bardziej zbliżała się data rozpoczęcia kolejnej wyprawy, tym bliżej było do największej i najtrudniejszej do pokonania przeszkody. Nie mam tu na myśli trudności ze zgromadzeniem odpowiednich funduszy. Tych, wprawdzie zazwyczaj brakowało, ale nie pieniądze decydują o powodzeniu rowerowej włóczęgi. Prawdziwą sztuką było zebranie odpowiedniej ekipy, a dobre towarzystwo w drodze to rzecz najważniejsza.
Każdy, nawet z pozoru poważny problem, ma jednak swoje, na ogół bardzo proste rozwiązanie. Życie nie jest aż tak skomplikowane. W tym przypadku, prostym i oczywistym rozwiązaniem okazało się małżeństwo. Ale nie jakieś tam zwykłe małżeństwo, zwane tudzież utratą wolności lub aresztem domowym. Moja przyszła żona, Justyna, również była zaprawioną w boju rowerzystką. Nie przez przypadek nasi znajomi pojawili się na ślubie w kaskach rowerowych. Wiedzieli, że oto są świadkami usankcjonowania nowej, dalekobieżnej ekipy rowerowej, nazwanej następnie Rowerową Rodzinką

Tata wiezie Natalkę,Misia, Psa i resztę klamotów

fot.Rowerowa Rodzinka

Tata wiezie Natalkę,Misia, Psa i resztę klamotów



Jako członkowie założyciele Rowerowej Rodzinki staraliśmy się, by nasza organizacja działała prężnie i twórczo. Prowadząc zwykłą działalność statutową, polegającą na organizowaniu wypraw rowerowych, nie zapominaliśmy o potrzebie pozyskania kolejnych członków do naszej drużyny. Sztuka ta powiodła się, a dziewczynce, która dołączyła do naszej Rowerowej Rodzinki, nadaliśmy imię Natalia.

I w tym momencie, w wielu tego typu opowieściach, następuje punkt zwrotny. Wielu rodziców odkłada, lub wręcz porzuca, dotychczasowe pasje po urodzeniu się dziecka. Uważają, że to zbyt ryzykowne, że lepiej poczekać aż pociecha podrośnie i może wtedy... Nam taka myśl nawet przez głowę nie przeszła. Na wspólne wycieczki nie patrzymy przez pryzmat licznika. Ważny jest czas spędzany razem i ogromna przyjemność, którą czerpiemy z samego faktu podróżowania. Cel mamy prosty. Jedziemy tam, gdzie sięga mapa, zwiedzamy to, co po drodze mijamy, a śpimy tam, gdzie dojedziemy. Natalka nie miała większych problemów z przyswojeniem tej nieskomplikowanej dewizy. W pierwszą rowerową włóczęgę wyruszyła jeszcze zanim nauczyła się chodzić. Na wyprawę w Dolinę Loary pojechała już z całkiem pokaźnym bagażem doświadczeń. Od siebie dodam, że równie imponujący był bagaż osobisty Natalii. Ciuszki, klapki, pieluchy, foremki, wiaderko, smoczek i... wielki, pluszowy miś oraz na szczęście dużo mniejszy, kudłaty pies. Podczas naszej zamkowej wędrówki Natalka, Miś i Pies stanowili niemalże nierozłączne trio, rozsiadając się wygodnie w przestronnej przyczepce. A ja, biedny tatuś, musiałem ciągać to całe wesołe towarzystwo. Ale po kolei.

Château de Sully sur Loire

fot.Rowerowa Rodzinka

Château de Sully sur Loire



Prolog:
Dla każdego miłośnika zamków, wizyta w Dolinie Loary jest kwestią nie podlegającą dyskusji. W zasadzie jest to obowiązek, a ze swej strony możemy dodać, że lepiej spełnić go prędzej, aniżeli później. Zagłębiając się w temat odkryliśmy, że Dolina Loary jest świetnym miejscem do jeżdżenia rowerem, a w szczególności na eskapadę z małym dzieckiem. Ukształtowanie terenu nie jest tam nazbyt wymagające, ale nie jest też zupełnie płasko. Ot w sam raz, nawet dla tych, którzy niezbyt sumiennie przepracowali okres zimowy. Sprawą zupełnie rewelacyjną okazały się tamtejsze drogi. Kompletnie puste, ciche, przyjemne, niczym parkowe alejki, prowadziły od jednego zamku do następnego. Bez jakiegokolwiek stresu turlaliśmy się, nie zobaczywszy czasem ani jednego samochodu przez wiele kilometrów. Wystarczy tylko zaopatrzyć się w odpowiednią mapę i pomijać drogi oznaczone kolorem czerwonym, bądź żółtym. Nakreślony w domu plan zakładał możliwie szybki dojazd samochodem do Francji. Zwiedzanie zamków w Dolinie Loary podzieliliśmy na dwie pętle. Pierwsza obejmowała obszar położony na wschód od miasta Tours aż po , Orlean. Druga pętla wiodła na zachód od , Tours, w stronę miasta Angers. Obydwie pętle miały w sumie niecałe 500 km długości, a mimo to na trasie czekało na nas ponad 30 wspaniałych zamków. Ostatni etap wyprawy obejmował Luksemburg. To niewielkie państewko, wciśnięte między Francję, Niemcy i Belgię, nie cieszy się u nas szczególną popularnością, zwłaszcza jako miejsce godne rowerowych wojaży. My szybko przekonaliśmy się, że na popularność jednak zasługuje. Aby prezentacja naszych zamierzeń była pełna, muszę tu jeszcze wspomnieć, że głównym celem Natalki, na tej wyprawie, było zaliczenie minimum jednego placu zabaw dziennie. Cel ten udało się zrealizować, choć w kilku krytycznych przypadkach zmuszeni byliśmy do przeprowadzenia intensywnych poszukiwań.

Nasza trójka na Zamku Chambord

fot.Rowerowa Rodzinka

Nasza trójka na Zamku Chambord



Dojazd do Francji zajął nam trzy dni, przy czym w dniu trzecim zahaczyliśmy już o kilka zamków, będących poza zasięgiem trasy rowerowej. Pierwsze wrażenie było piorunujące. Oryginalna architektura, ciekawe położenie, wspaniałe ogrody, to wszystko to jeszcze nic. Pięć pierwszych zamków stało na wodzie! Co jak co, ale zamki otoczone wodą nie są zbyt powszechnym widokiem. Byliśmy pełni szczerego uznania dla ówczesnych architektów.
Ostatnim problemem, pozostającym do rozwiązania, przed przesiadką na bardziej ekologiczne środki transportu, było wynalezienie odpowiedniego miejsca postojowego dla naszego auta. Ostatecznie posadowiliśmy je pod rozłożystym klonem, przy recepcji kempingu, na którym spędziliśmy uprzednio noc. Ustawienie "blaszaka" pod drzewem miało uchronić go przed nadmiernym przegrzaniem, jednak po powrocie okazało się, że wybór gatunku drzewa do takiej operacji, niesie ze sobą bardzo poważne konsekwencje.

Etap I: Zamki nad Loarą
W trasę wyruszamy przy pięknym słońcu i całkiem wysokiej temperaturze powietrza. Wszak już za kilka dni lipiec. Takiej pogody nie można marnować, więc obieramy kierunek na Chambord, najbardziej znany i największy zamek w Dolinie Loary. Budowla faktycznie jest imponująca. Mimo wyeksponowania na otwartej przestrzeni, wręcz przytłacza swoim ogromem. Wielkości zamku dorównują przylegające do niego tereny, czyli park i kompleks lasów królewskich. Całość założenia, o powierzchni ponad 5200 hektarów, otoczona jest murem, którego długość wynosi 32 km. Miejsca, w których kiedyś stały bramy, oddalone są od zamku o 4 do 6. kilometrów. Wewnątrz jest 440 pokoi wyposażonych w 365 kominków. I pomyśleć, że kolos powstał jako rezydencja myśliwska.

Château de la Ferté Saint Aubin

fot.Rowerowa Rodzinka

Château de la Ferté Saint Aubin



Oprócz muru okalającego przyległe lasy, zamek nie ma innego ogrodzenia. Dzięki temu, rowerami podjeżdżamy pod same wrota. Siadamy na zacienionej ławce i dajemy Natalce rozprostować nogi. Jest jeszcze w miarę wcześnie, ale pojedyncze grupki turystów łączą się z wolna w zwarty tłum podążający do zamku. Jak zdążyliśmy się zorientować, sakwiarstwo nie jest we Francji popularnym zajęciem, więc przejściowo stajemy się przyzamkową atrakcją. Pewien młodociany Francuz z zaciekawieniem zagląda do pojazdu Natalii, jednak mimo naszych zachęt, nie ma odwagi, by wypróbować siedzenie.

Po krótkiej przerwie ruszamy w stronę Blois, miasta i zamku królewskiego. Po opuszczeniu lasów otaczających Chambord, droga biegnie przez tereny zabudowane, ale ruch jest znikomy. W mieście przypadkiem mijamy skwer z placem zabaw. Dostrzega to natychmiast Natalka i rozpaczliwie woła: wyjść, wyjść. Zawracamy na skwer, gdzie oswobodzona z przyczepki córka momentalnie przystępuje do testowania francuskich ślizgawek i bujanej wiewiórki sprężynowej. Przerwę wykorzystujemy na przygotowanie drugiego śniadania. Taki rytuał będzie się odtąd powtarzał codziennie.
Wzmocnieni makrelą konserwową i resztkami polskiego pieczywa, udajemy się na podbój zamku. Budynek jest tak wkomponowany w miejską architekturę, że z zewnątrz trudno docenić jego rozmiary i wieloboczny kształt. Jednak największe atrakcje kryją się na dziedzińcu. Zamykamy suwaki w przyczepce, spinamy linką rowery i na parę godzin pozostawiamy nasz dobytek na placu zamkowym. Bilet wstępu kosztuje 7,5 euro od osoby. To standardowa cena w zamkach będących własnością państwa. Po wejściu na dziedziniec naszym oczom ukazują się pięknie rzeźbione, arkadowe krużganki oraz ośmioboczna, spiralna klatka schodowa. Prawdziwe perełki sztuki renesansu.

Château de Chaumont sur Loire i jego komnaty

fot.Rowerowa Rodzinka

Château de Chaumont sur Loire i jego komnaty



Wieczorem odwiedzamy jeszcze dwa mniej znane zamki Beauregard i Troussay oraz jeden bardziej znany - barokowy Cheverny. Jest akurat sobota i we wszystkich wymienionych obiektach odbywają się wesela. Szykownie ubrani goście dodają zamkom uroku. W Troussay, który jest niewielką, niską rezydencją o wiejskim charakterze, stoły ustawiono na otwartym dziedzińcu. Widok jak z obrazka. Mimochodem zauważam też kilku gości, którym wkrótce grozi bliższy kontakt z podłożem. Widać, niezależnie od kraju, wszystkie wesela mają pewien element wspólny.
Nocleg organizujemy tuż przed zachodem słońca. Odpowiednią miejscówkę znajdujemy pod samotnym, rozłożystym drzewem rosnącym na miedzy, wśród dojrzewającej jeszcze kukurydzy i pszenicznego rżyska. Przygotowanie podłoża pod namiot utrudniają spróchniałe gałęzie ukryte w gęstej trawie. Rankiem, na jednym z sąsiednich pól, udaje się zorganizować poranny prysznic. Wielka maszyna nawadniająca ma nieszczelne zawory. Ogromny kołowrót, nawijając powoli gruby wąż z wodą, regularnie wystrzeliwuje orzeźwiające fontanny wody. Kąpiel pierwsza klasa. Tylko Natalka przesypia całą akcję w swojej przyczepce.

Trasę rozpoczynamy od krótkiej wizyty w zamku Fougères sur Bièvre oraz dłuższego przelotu do niezwykle malowniczego Château de Chaumont. Zamek stoi na stromej skarpie, kilkadziesiąt metrów powyżej Loary. Z zewnątrz przypomina feudalną warownię. Wjazdu doń strzegą masywne baszty oraz podwójny, zwodzony most z potężnymi wieżami bramnymi zwieńczonymi rzędami machikułów. Wewnątrz, otwarty dziedziniec, zwrócony w stronę rzeki oraz donice z kwitnącymi krzewami tworzą nastrój spokojnej rezydencji pałacowej. Zupełnie nieoczekiwaną atrakcją jest festiwal ekscentryków i osobliwości odbywający się w zamkowym parku. Dziwacznie poubierani artyści prezentują najróżniejsze dzieła i talenty. Całość wygląda dość zabawnie, ale my i tak zabawiliśmy tu już dość długo. Czas jechać dalej.

Château de Chenonceaux

fot.Rowerowa Rodzinka

Château de Chenonceaux



Teraz trasa biegnie wzdłuż Loary. Po prawej stronie widzimy szerokie łąki i rzekę, przypominającą wielkością i charakterem naszą Wisłę. Po lewej stronie do drogi przylega stroma, wapienna skarpa. W miękkiej skale wykuto rzędy piwnic, w których dojrzewają wina. W każdej piwnicy urządzono mały sklepik. Można degustować i kupować. Zaaranżowana w taki sposób sprzedaż wina ma pewien, naturalny urok, zupełnie jak rwanie winogron prosto z krzaka. W jednej z kolejnych miejscowości, zauważamy przydrożną wiatę. Obszerna, zadaszona, z bieżącą wodą, ubikacją oraz stołami i ławami wewnątrz. Zatrzymujemy się na obiad. Warunki godne są makaronu z pulpetami.

Późnym popołudniem docieramy do miasteczka Amboise, przepięknie położonego nad brzegiem Loary. Wąskie, brukowane uliczki prowadzą do zamku królewskiego górującego nad miastem. W Amboise trzy ostatnie lata swego życia spędził Leonardo da Vinci. Przybył tu na zaproszenie króla francuskiego Franciszka I, który mianował go pierwszym malarzem, architektem i inżynierem królewskim. W swoim skromnym bagażu Leonardo przywiózł między innymi słynny obraz Mona Lisa, który zakupiony przez króla, trafił następnie do kolekcji w Luwrze.
Punkt widokowy na miasto i zamek, z Loarą leniwie płynącą wśród licznych łach piachu, znajduje się na przeciwległym brzegu rzeki. Przejeżdżamy więc długi, stary most, cofając się parę kilometrów za miasto. Chmury powoli rozstępują się odsłaniając coraz większą połać nieba. Niestety słońce ciągle jeszcze pozostaje ukryte. Siadamy na trawie w oczekiwaniu, aż wieczorne promienie rozświetlą krajobraz. Mija kilkadziesiąt minut, a zniecierpliwiona Natalka stanowczo domaga się bardziej przyziemnych rozrywek. Mówi się trudno, nie zawsze pogoda sprzyja sesjom fotograficznym. Wracamy do miasta poszukując bezskutecznie placu zabaw. Huśtawek nie znajdujemy, ale nisko nad horyzontem pojawia się słońce. Spoglądam tęsknym wzrokiem na pięknie oświetlony zamek. Moja niema prośba znajduje zrozumienie i po chwili znowu cofamy się na drugi brzeg Loary. Kosztuje nas to wprawdzie kolejne kilkadziesiąt minut, ale zyskujemy za to jedyną w swoim rodzaju telepanoramę Amboise. Los jest łaskawy także dla Natalki. Na wyspie między odnogami Loary odnajduje się zagubiony plac zabaw. Zdaje się, że to miłe miasteczko zatrzymało nas dłużej, niż pierwotnie przypuszczaliśmy.

Château de Gué Péan

fot.Rowerowa Rodzinka

Château de Gué Péan



W kolejnych dniach zwiedzamy następne niezwykłe zamki. Chenonceaux to zamek-most otoczony pięknymi ogrodami geometrycznymi, który spina przeciwległe brzegi rzeki Cher. Pierwotnie był jedynie skromnym dworem z młynem wodnym, by po licznych przeróbkach i nadbudowaniu przylegającego doń mostu o piękną Grande Galerie, uzyskać jeden z najbardziej oryginalnych kształtów w regionie. Oddalając się od popularnych szlaków turystycznych odwiedzamy ciche i zapomniane Château du Moulin oraz Château de Gué Péan. To zupełnie nowe doświadczenie. Podziwiamy urokliwe wiejskie rezydencje wsłuchując się w śpiew ptaków i szum drzew. Nie ma autokarów, tłumów turystów, gwaru i tłoku.

Po kilku bardzo przyjemnych noclegach na łonie natury, czas zażyć nieco cywilizacji. Aby zmiana nie była zbyt gwałtowna, na kolejny nocleg obieramy niewielki kemping municypalny w miejscowości Chémery. W tej części Francji prawie każda gmina posiada własny kemping, a że gminą jest każda większa miejscowość, o nocleg nie trzeba się martwić na zapas. Na kempingu w Chémery stoją dwa namioty i trzy kampery. Atmosfera prawdziwie kameralna. Za naszą ekipę i miejsce pod namiot płacimy 10,5 euro, mając do dyspozycji łazienki z nielimitowanymi zasobami ciepłej wody oraz basen. Korzystamy z okazji i rankiem Natalka zalicza pierwszą w życiu kąpiel w basenie, i to specjalnie dostosowanym rozmiarem dla małych dzieci.

Zabawy a w tle Château de Saumur

fot.Rowerowa Rodzinka

Zabawy a w tle Château de Saumur



Gdy po czterech dniach zamykamy pierwszą zamkową pętlę, nie poznajemy własnego samochodu. Na karoserii i szybach zalega gruba warstwa syropu klonowego doprawionego wszelkiej maści brudem i owadami. Auto wygląda na egzemplarz porzucony, zalegający pod drzewem przynajmniej od kilku miesięcy, jeśli nie lat. Ważne, że silnik daje się odpalić. Drugą bazę zakładamy sto kilometrów dalej. Tym razem samochód zostaje pod gołym niebem, a padający następnego dnia deszcz idealnie wypłukuje okleinę.

Druga zamkowa pętla ma dwa różne oblicza. Na północnej stronie Loary, wśród lasów, stoją mniej znane zamki. Langeais i Luynes to typowe, stare warownie z basztami wieżami i zwodzonymi mostami. Gizeux i Salvert mają charakter bardziej cywilny. W pierwszym mieści się stadnina koni, a w drugim urządzono skromny hotel. Po południowej stronie rzeki w krajobrazie dominują łagodne wzgórza pokryte winnicami. Szczególne wrażenie robi na nas widoczny z odległości kilku kilometrów zamek w mieście Saumur. Pełna wdzięku smukła sylwetka, zakończona stożkowymi hełmami, lśni w słońcu na tle błękitnego nieba z białymi obłokami. W Saumur mieści się również Musée des Blindés z największą na świecie kolekcją czołgów. Można popatrzeć na dziwaczne egzemplarze pamiętające czasy I Wojny Światowej oraz współczesne monstra. Prawdziwa gratka dla miłośników militariów.

Po opuszczeniu Saumur kierujemy się na Montsoreau, a następnie do Montreuil-Bellay. To najbardziej pofałdowany odcinek w Dolinie Loary. Na dystansie niespełna 60 km suma przewyższeń sięga pięciuset metrów. Jedzie się przyjemnie, gdyż widok samochodu należy do zjawisk o charakterze incydentalnym. Współczynnik zagęszczenia turystów też jakby luźniejszy. Tak jest w Brézé. Z daleka zamek przypomina przyjemną willę otoczoną barwnym ogrodem. Gdy podejdziemy pod drzwi, stajemy nagle nad przepaścią wąskiej, głębokiej fosy, wykutej w skalnym podłożu. Górna część zamku, wystająca ponad płaszczyznę terenu, okazuje się być jedynie niewielką nadbudówką nad wielokondygnacyjnym systemem tajemniczych piwnic i korytarzy. Podziemia wydrążono na znacznym obszarze w miękkiej, wapiennej skale.

Château de Ussé

fot.Rowerowa Rodzinka

Château de Ussé



Po krótkim rekonesansie na południowych rubieżach doliny, przychodzi czas powrotu do klasyki. Zwiedzamy Ussé, w którym możliwość kontaktu z zamkowymi wnętrzami kosztuje nas rekordowe 12 euro od osoby. Następnie pięknie odbijający się w wodzie Azay le Rideau. Twierdza w Chinon niestety jest już zamknięta, ale za to miasteczko wyjątkowo urokliwe. Do Villandry, słynącego z najpiękniejszych ogrodów geometrycznych, docieramy już późnym wieczorem. Zdaje się, że los nam sprzyja. Na zamku trwa festyn. Żonglują kuglarze, damy przechadzają się w strojach z epoki, a zazdrośni młodzieńcy krzyżują szpady w śmiertelnych pojedynkach. Przed północą czeka nas jeszcze widowisko światło i dźwięk z pokazem sztucznych ogni. Natalka jest zachwycona i mimo późnej pory nie zamierza marudzić. Korzystając z okazji, podziwiamy podświetlony setkami, a może nawet tysiącami świec, trójpoziomowy ogród. Najwyższy poziom to ogród wodny ze stawem w kształcie lustra. Poziom średni zajmuje ogród kwiatowy. Najniżej usytuowano największy na świecie ogród warzywny z około 60 tysiącami warzyw. Całość budzi podziw, zwłaszcza gdy cieszące oko różem i błękitem rabatki, okazują się być obsadzone kapustą kwitnącą właśnie w takich kolorach.

Dolinę Loary żegnamy po dziewięciu dniach rowerowania. Trzeba przyznać, że mimo niewielkiego dystansu, bo jedynie po 470. kilometrach, wrażeń i atrakcji nam nie brakowało. Zwiedziliśmy ponad trzydzieści zamków niejednokrotnie otoczonych fosami, ogrodami i parkami. Przemieszczaliśmy się bez pośpiechu, długie chwile spędzając w kwiecistych alejkach. Podziwialiśmy niezwykłe labirynty i fantazyjne wzory geometryczne ułożone ze starannie pielęgnowanych krzewów. Dolina Loary to obszar bardzo przyjazny dla rowerzystów podróżujących z małymi dziećmi. Łagodny teren pocięty jest gęstą siecią gładkich dróg, na których panuje znikomy ruch. Od zamku do zamku prowadzą dobrze oznakowane szlaki rowerowe. Sporo jest tam niedrogich, a dobrze wyposażonych kempingów.

Zamek Clervaux w Luksemburgu

fot.Rowerowa Rodzinka

Zamek Clervaux w Luksemburgu



Etap II: Luksemburg
Za kolejny etap naszej wycieczki obraliśmy Luksemburg, na który zamierzaliśmy poświęcić cztery dni. W sam raz, by objechać najciekawsze zakątki tego niewielkiego państewka. Luksemburg różnił się od Doliny Loary niemalże pod każdym względem. Po pierwsze krajobraz był tu bardziej urozmaicony. Kraj ten, rzeźbą terenu, przypominał Beskid Niski. Wysokości względne sięgały 300 metrów, a pomiędzy wzgórza wcinały się doliny o stromych zboczach, których dnem wartko płynęły rzeki. Sporo było lasów i łąk. Nie mieliśmy zatem żadnych problemów ze znajdywaniem spokojnych miejscówek nad rzekami, gdzie z prawdziwą przyjemnością biwakowaliśmy do rana. Osoby oczekujące nieco więcej komfortu bez trudu znajdą kemping w cenie około 16 euro za parę plus namiot. Drogi były równie dobre, jak we Francji, choć nieco ich mniej. Dwu, trzykilometrowe górskie serpentyny nie należały do rzadkości, a nachylenia sięgały miejscami 10%. Przeciętnie na 100 km dystansu uzyskiwaliśmy ponad 1500 metrów sumy przewyższeń. Kto jeździł po górach z altymetrem ten wie, że to bardzo przyzwoity wynik. Po kilku takich podjazdach dotarło do mnie, że nasza córka to już kawał obywatela i ciąganie jej w przyczepce pod górkę to ciężka robota.

Zapewne najbardziej znaną atrakcją Luksemburga jest, wpisana na listę UNESCO, stolica państwa, ale my dużych miast nie lubimy, więc postanowiliśmy odwiedzić te mniej znane zakamarki. Północno-wschodnia część kraju to obszar szczególnie ciekawy pod względem kulturowym i przyrodniczym, objęty ochroną jako Niemiecko-Luksemburski Park Krajobrazowy. Park obejmuje tereny położone po obydwu brzegach rzeki Our, którą przebiega granica między Luksemburgiem i Niemcami. Transgraniczności parku doświadczyliśmy w sposób szczególny, rozbijając namiot kilkanaście metrów od rzeki. Wieczorną, orzeźwiającą kąpiel urządziłem sobie stojąc jedną nogą w Luksemburgu, a drugą w Niemczech. Co ciekawe, kilka kilometrów dalej był bonus. Ręce można było ochlapać w belgijskim wycinku rzeki. Na obszarze parku znajduje się również, tak zwana, Szwajcaria Luksemburska. Rozległe zgrupowanie skalnych ostańców, przypominające charakterem Błędne Skały lub Szczeliniec Wielki w Górach Stołowych. Można się trochę poprzeciskać w skalnym labiryncie.

Zamek Bourscheid w Luksemburgu

fot.Rowerowa Rodzinka

Zamek Bourscheid w Luksemburgu



Tutaj też znajdują się dwa najsłynniejsze luksemburskie zamczyska obronne. Monumentalny Vianden górujący nad doskonale zachowanym, starym miastem oraz samotny Bourscheid strzegący dawnego szlaku wiodącego z Flandrii do Luksemburga. Przy okazji pobytu w Vianden trafiliśmy na ciekawostkę hydrotechniczną, którą jest zbiornik elektrowni szczytowo-pompowej, wybudowany na wierzchołku jednej z najwyższych luksemburskich gór - Mont Saint Nicolas. Podobny skądinąd do zbiornika na Górze Żar w Beskidzie Żywieckim. Inne ciekawe zamki oglądaliśmy w Clervaux, Beaufort, Larochette i Bourglinster. Pobyt w Luksemburgu zapisał się również do rowerowych statystyk Natalki. Na jednym ze zjazdów, pchany ciężarem przyczepki, rower rozpędził się do 55 km/h. To rekord naszego zaprzęgu, ale nie polecam go pobijać na rodzimych wybojach.

W Luksemburgu przejechaliśmy niecałe 200 km, ale to wystarczyło w zupełności, by z czystym sumieniem, gorąco polecić ten kraj innym rowerzystom. Wszak nie od dziś wiadomo, że małe jest piękne. Nieco zawiedzeni mogą być podróżnicy szukający niepewności, zaskoczenia, dzikiej przygody. Kraj wydaje się bardzo poukładany i to chyba jego jedyna wada.

Epilog:
Podsumowując nasz wyjazd, mogę stwierdzić rzecz najważniejszą: udało się, wszyscy bawili się świetnie, a po powrocie do domu każdy rozpoczął rozmyślania o kolejnej wyprawie. Osiągami sportowymi nikomu tu raczej nie zaimponujemy. Krótki dystans, łatwa trasa - bardziej zaawansowani turyści powiedzą, że to była niedzielna wycieczka. Zgoda, ale spójrzcie na to oczami Natalki. Albo przesadnie opiekuńczego rodzica, który ma opory z zabraniem dziecka na spacer w pochmurny dzień. Tymczasem Natalka, mimo niespełna dwóch latek żywota, już ponad trzydzieści dni spędziła w swojej przyczepce, rowerem była w siedmiu krajach, a namiot rozbity pod krzakiem uznaje za najlepsze miejsce do spania. Poradzi sobie dziewczyna w życiu :)

W trzech krajach jednocześnie.

fot.Rowerowa Rodzinka

W trzech krajach jednocześnie.



Rodzice - rowerzyści! Nie mówcie już nigdy więcej, że to dla dobra Waszych pociech musieliście zrezygnować z wypraw. Wasze dzieci też chcą zaznać przygody. Chcą jechać w siną dal z ulubionym misiem u boku, chcą jeść makaron z konserwą, chcą spać w namiocie i chcą kąpać się w misce ustawionej na trawie. To będzie dla nich i dla Was wielka frajda. Nie zapomnijcie spróbować, najbliższa okazja już w wakacje!

Relacja pochodzi ze strony Rowerowej Rodzinki , na której również znajdziecie szczegółowe informacje związane z tą wyprawą, tj. mapa, koszty, noclegi, itp. oraz przepiękne zdjęcia. Serdecznie zapraszamy w imieniu Remigiusza, Justyny i Natalki Kitlińskich.
Co Cię gryzie - artykuł czytelnika to rubryka redagowana przez czytelników, zawierająca ich spostrzeżenia na temat otaczającej nas trójmiejskiej rzeczywistości. Wbrew nazwie nie wszystkie refleksje mają charakter narzekania. Jeśli coś cię gryzie opisz to i zobacz co inni myślą o sprawie.
Dodaj zdjęcie do artykułu
Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Tytuł:
Treść:
Autor:
E-mail (opcjonalny):
Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Opinie (razem: 23)

Dodaj opinię

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.