fot. GRT
Drogą gruntową równolegle do gdyńskiego lotniska udajemy się do Pierwoszyna
Chyba każdy mieszkaniec trójmiasta wie, gdzie znajduje się ten urokliwy cypel, jednak nie każdy wie, w jak ciekawy sposób można na niego dojechać omijając ruchliwe drogi naszej aglomeracji.
Fakt, że pokończyły się nam urlopy i zaczęła się praca specjalnie nie wpłynął na realizację kolejnych wycieczek rowerowych. W prawdzie nie zawsze w weekendy jest na to czas, ale po pracy, kilku godzinny wypad, jak najbardziej jest wskazany.
Jako, że już dawno nie byliśmy w Rewie, a ostatni nasz wypad w tamte rejony mile wspominamy, postanowiliśmy odświeżyć sobie nieco pamięć. Jednak spoglądając na mapę specjalnie wielkiego wyboru dróg w tamtą okolicę nie mamy, chyba że weźmiemy pod uwagę drogi gruntowe i leśne dukty. Ten drugi wariant najbardziej przypadł nam do gustu, dlatego też założyliśmy, że udamy się do Rewy starając się ominąć największy ruch samochodowy.
Ze zbiórki, która miała miejsce w Gdyni Głównej ruszyliśmy przez tereny portowe, a dokładnie ul. Polską, omijając częściowo zatłoczone w godzinach szczytu śródmieście. Skrót ten zakończył się jednak przy Pomniku Ofiar Grudnia `70, skąd niestety dojazd rowerem do Obłuża nie jest specjalnie przyjemny. Przede wszystkim, nie chcąc stwarzać zagrożenia dla samego siebie oraz innych uczestników ruchu udaliśmy się równolegle do terenów stoczniowych i głównej ulicy Janka Wiśniewskigo chodnikiem, bo innej możliwości w sumie nie było. Na wysokości stacji PKP –Gdynia Grabówek odbiliśmy w ulicę, która wiedzie pod estakadą omijając dość ruchliwy węzeł. W towarzystwie przemysłowych krajobrazów przedostaliśmy się również przez ten rejon miasta, po czym wskoczyliśmy ponownie na chodnik by wydostać się z Gdyni, w której ścieżek rowerowych jak na lekarstwo ;-/
for. GRT
Wspinamy się na klify i Góry Grunwaldowe rozciągnięte od Pierwoszyna po Mechelinki; widoki zapierają dech.
Na szczęście dalej nie mieliśmy zamiaru kontynuować jazdy gdyńskimi chodnikami, a uderzyć w teren. Z Gdyni do Kosakowa, chcąc ominąć ruchliwą szosę, wystarczy z ul.Płk.S.Dąbka odbić w drogę gruntową tuż przed Pogórzem i kontynuować jazdę wzdłuż granicy lotniska na Babich Dołach. Droga ta jest trochę wyboista, ale można się na niej poczuć swojsko, tym bardziej iż wiedzie przez pola uprawne. W Kosakowie droga ta łączy się ze ścieżką spacerowo-rowerową wiodącą wzdłuż ogrodzenia płyty lotniska, dochodząc do osiedla domków jednorodzinnych. Tu trasę do Rewy można kontynuować szosą. Większość z nas jednak uderzyła w teren kierując się na wysokie klify rozciągające się prawie aż po osadę rybacką – Mechelinki. Niektóre podjazdy i zjazdy tzw. Grunwaldowych Gór zapierały dech w piersiach, ale wszyscy dojechali do celu cali i zdrowi, co najważniejsze.
Wracając do Gór Grunwaldowych, na które mieliśmy okazję natrafić, to nic innego jak formy polodowcowe o kształcie podłużnych wałów o wysokości dochodzącej do 10 m. Wiedzie nimi ścieżka, z której rozpościerają się przepiękne widoki na zatokę, ruiny poniemieckiej torpedowni wynurzającej się z morskich fal oraz Cypel Rewski, do którego zmierzaliśmy.
W Mechelinkach można udać się na plażę odwiedzając mały skansen rybacki oraz przemierzyć dwa rezerwaty przyrody – Łąki Zarzeczne oraz Moście Błota. My jednak ze względu na dość porywisty wiatr, odpuściliśmy sobie wędrówkę przez piaski z rowerem na plecach i wróciliśmy do szosy. W Mostach ruszyliśmy dalej przed siebie w kierunku miejscowości Rewa szosą. Na tym odcinku drogi samochodów nie było, jednak w sezonie letnim, trzeba tu uważać. Na końcu miejscowości przez wejściem na plażę spotkaliśmy się z osobami, które do celu udały się szosą i udaliśmy się wspólnie na chwilę odpoczynku.
fot. GRT
w drodze powrotnej zagłębiamy się w bujnej roślinności Mościch Błót
Rewa, to niewielka kaszubska wioska rybacka zamieniająca się w sezonie letnim w gwarne i tłoczne centrum sportów wodnych, a szczególnie tych, w których wykorzystuje się "napęd" wiatrowy. Ciągnący się ponad kilometr w głąb morza Cypel Rewski (tzw. Szperk) jest jedną z najciekawszych, fascynujących geologów, form brzegowych nad Bałtykiem. Oddziela on ciepłe wody Zalewu Puckiego od zimniejszych Zatoki Gdańskiej.
W drodze powrotnej odbiliśmy tuż przy końcu miejscowości w prawo i drogą gruntową, a następnie betonowymi płytami przemierzyliśmy Moście Błota. Droga prowadząca wśród wysokich traw i trzciny ominęła ruchliwą trasę z Redy na Puck. Tym oto sposobem dotarliśmy w okolice Kazimierza, by tam wskoczyć na drogę ciepłowniczą prowadzącą wzdłuż Kanału Leniwy do Rumi, a następnie do Gdyni Chyloni. Planowo wycieczkę zakończyć mieliśmy właśnie w tym punkcie, jednak większość uczestników i tak miała zamiar uderzyć przez Trójmiejski Park Krajobrazowy, dlatego też droga powrotna do naszych domostw była znacznie przyjemniejsza, bo w grupie. Z Chyloni udaliśmy się na Demptowo a stamtąd leśną ścieżką rowerową pojechaliśmy w kierunku Nadleśnictwa Gołebiewo, gdzie każdy już uderzył w swoją stronę.
Zakończenie i podziękowania:
Pomimo, iż wycieczka była dość krótka myślę, że dostarczyła masę wrażeń, a piękne widoki rozciągające się w Gór Grunwaldowych pewnie na długo zostaną w pamięci tych, którzy to miejsce odwiedzili. Zatem do następnego!
Trasa: Gdynia Główna – Stocznia – Obłuże – Pogórze Górne – Kosakowo – Pierwoszyno – Góry Grunwaldowe – Mechelinki – Mosty – Rewa – Kazimierz – Dębogórze – Gdynia Chylonia – Demptowo – Witomino – Karwiny – Bernardowo - Sopot
Organizatorzy:
Krzysztof Kochanowicz i Dariusz Zieliński [GRT]
Relacja pochodzi ze strony Grupy Rowerowej 3miasto
|



















Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie nie związane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.