wydarzenia - imprezy i szkolenia

+ dodaj

wiadomości

stat

53. Harpagan w pocie czoła

53. Harpagan uczestnicy oceniają jako jeden z najtrudniejszych

53 edycja Harpagana gościła w Cewicach. Tradycyjnie organizatorzy przygotowali szereg tras od ekstremalnych - pieszej 100 km, 200 km rowerowej i mieszanej 150 km rowerowo-pieszej, po krótsze dystanse 100 lub 50 km na rowerze, 50 i 25 km pieszo. Tradycyjnie na forach dyskusyjnych pojawiły się zarzuty o wysokie wpisowe, chociaż przy okazji tej edycji było ich stosunkowo mało. Oczywiście nie mogło zabraknąć głosów, że Harpagan się skończył po wprowadzeniu krótkich tras. Nowości tej edycji to wprowadzenie rozświetleń punktów w skali 1:15 000 oraz brak obsługi przy części punktów. Obie oceniam jak najbardziej pozytywnie - mówi Marek Sadowski / GR3miasto.



Tradycyjnie staje na starcie TR200 km by wraz z innymi śmiałkami spróbować zmierzyć się z trasą. To już 17 lat od debiutu w Harpaganie. Strasznie się to wszystko sprofesjonalizowało. Sprzęt, odzież, zawodnicy, cała otoczka rajdowa. Ogromna, profesjonalna impreza.

Mapy wydane, po analizie widzę, że jest to miks tras z imprez w Sierakowicach, Bożym Polu, a nawet ubiegłorocznego Wiosennego Tułacza w Lęborku. Punkty usytuowane w osi wschód-zachód od startu. Czyli nie uniknę walki z porywistym wiatrem. Prognoza pogody nie pozostawia złudzeń, będzie wiało i to w porywach do 60 km/h. Na mecie ktoś twierdził, że momentami dmuchało do 80 km/h.

PK16 Na pierwszy ogień wybieram właśnie ten punkt. Z jego zdobyciem nie miałem większych problemów, tym bardziej, że jechało do niego wielu zawodników. Był to pierwszy z serii bezobsługowej. Nawigacja tego dnia szła mi bardzo dobrze. Z dodatkowego arkusza z rozświetleniami punktów skorzystałem tylko 3 razy.

Następnie jadę na południe w stronę PK14, wybieram trochę dłuższą drogę w porównaniu do trasy z mapy wzorcowej, jednak o lepszej nawierzchni. W drodze do PK14 wyprzedzają mnie harpaganowi weterani Mikołaj i Mirek. Przez moment pomyślałem by się podłączyć, ale to nie na moje nogi i szybko odpuszczam. Po chwili ich mijam, wygląda na defekt koła. PK14 zdobywam w towarzystwie jednego z kolegów - Piotra.

Na dojazd do PK8 każdy z nas wybiera inną drogę, w porównaniu do wzorcówki jechałem prawie idealnie. W okolicach punktu spotykam ponownie Mikołaja, Mirka i Piotra. Punktu nie ma, po krótkiej naradzie jedziemy w miejsce gdzie być powinien. Znajdujemy tylko lampion na drzewie, ale nie ma bazy do podbicia. Robimy fotkę, ja zostaję i kręcę się po okolicy w poszukiwaniu bazy. Po chwili przyjeżdża Bartek z bazą. Wygląda na to, że z TR200 jestem pierwszy, który odbija się na PK8.

PK10 jest łatwy, to punkt z typu na odsapnięcie, z wiatrem i po asfalcie. Wpada bez przygód.

W drodze na PK6 przez nieuwagę wyjeżdżam jakieś 1,5 km dalej na wschód niż planowałem. Ląduję we wsi Głodnica, na szczęście przy drodze znajduje się ładna mapa na której odnajduje swoje położenie. Błąd udaje się w miarę szybko naprawić, jednak jest to pierwsze poważne starcie z silnym wiatrem, maksymalna prędkość około 16 km/h. PK6 to kolejny punkt bez ekipy obsługi.

Przyszła kolej na PK20, czyli wieża widokowa na szczycie Jeleniej Góry (punkt wykorzystany na Harpaganie w Bożym Polu). Długi i męczący przelot z PK6. Kilkukrotnie podmuchy spychają mnie poza drogę, momentami ciężko wrócić na asfalt. Poprawia się gdy we wsi Nawcz obieram kierunek na północny-wschód, a wjeżdżając do lasu wiatr przestaje dokuczać. Punkt ostatecznie udaje się zdobyć dość sprawnie, gorzej z powrotem. Chcąc uniknąć jazdy pod wiatr na otwartym terenie decyduje się na przejazd przez wzgórza. Niestety wybrana droga kończy się, mogę walczyć na przełaj, ale decyduję się na powrót. Nie uniknę walki z wiatrem na otwartym terenie. Momentami prędkość spada do zawrotnych 6 km/h. Z zazdrością spoglądałem na zawodników jadących w przeciwnym kierunku.

fot. Piotr Gąsior [GR3miasto]


PK4 do którego zmierzałem był łatwy do odnalezienia, w ubiegłym roku stał tu punkt na Wiosennym Tułaczu. Pogoda lekko się poprawiła, w dalszym ciągu mocno wieje, ale jest słonecznie, momentami nawet ciepło. Dobre leśne drogi ponownie pozwalają na jazdę z większą prędkością.

Tym razem budowniczy trasy zrezygnował z mostu kolejowego w Lubonicach i PK18 został postawiony na wzgórzu na przecięciu przecinek parę kilometrów dalej na zachód. Punkt mało harpaganowy z problematycznym dojazdem po przecince. Staram się podjechać jak najbliżej no ale zmuszony jestem podprowadzić, a to na Harpaganie rzadkość. Na punkcie spotykam Grześka z TR100, który nie tylko walczy z mapą, ale również z rowerem, w którym pękł tylny wahacz. W takiej sytuacji odpuszczam PK12 i razem ruszamy do PK9.

Mając na uwadze pęknięty wahacz jedziemy bardzo turystycznie i w drodze do punktu udaję mi się trochę odsapnąć. Z PK9 kieruję się na zachód do PK1 wybierając asfalt by uniknąć wolnej jazdy w terenie. Grzegorz tymczasem kierował się ku mecie bo rower powoli zmieniał się w wieloślad.

Przy PK1 spotykam Piotra z TR50, zamieniamy słówko i po chwili ruszamy dalej. Piotr kierował się do mety, a ja postanowiłem zdobyć jeszcze parę punktów. Nad jeziorem przy PK1 wiatr był tak silny, że obsługa punktu nie mogła zrozumieć jaki mam numer startowy, a może to ja już ze zmęczenia lekko bełkotałem.

PK17 znajdował się w znajomej okolicy z H50. Na punkt zajechałem jak po sznurku. Czasu pozostało jeszcze dość dużo. W zasięgu jest PK19, a może PK15. W miejscowości Mikorowo odpuszczam walkę o 19 i 15. Trochę się obawiałem, że nie dam rady i spóźnię się na metę. Trzeba dodać, że lokalna droga od H50 została wyremontowana i na gładkim, nowym asfalcie można było osiągnąć prędkość ponad 30km/h. No ale na powrót do PK19 się nie zdecydowałem.

Zdobywam jeszcze PK5, który znajdował się w podobnym miejscu jak na H50. Być może nawet na tym samym - tego nie wiem, bo poprzednim razem, nie udało mi się go namierzyć. Teraz udało się bez problemów, no może z małym, ale szybko naprawionym. Ostatni PK to koń trojański i ostatnie 5 km do mety. Na mecie jestem prawie 50 min przed zamknięciem trasy, czyli PK19 można było brać bez stresu. W całej historii startów w Harpaganie jeszcze nigdy tak szybko nie skończyłem rywalizacji.

Z kompletem punktów przyjeżdża czwórka zawodników w tym tylko dwójce udaje się zmieścić w limicie. Dwaj pozostali dostają minuty karne za spóźnienie. Po wynikach widać, że nie była to taka sielanka jak na jesieni w Człuchowie, gdzie na TR200 mieliśmy aż 15 tytułów Harpagana. Moim zdaniem, trasa była bardzo wymagająca, z jednej strony teren bardzo pagórkowaty a do tego silny wiatr, który dał niezły wycisk wszystkim startującym. Punkty również nie tak widoczne jak w poprzednich edycjach. Zwycięzcy przejechali 230 km, ja z moimi skromnymi 150 km uplasowałem się w środku stawki na 41 miejscu zdobywając 13 PK z wagą 38. Drugi z reprezentantów GR3miasto - Tomasz Jankowski plasuje się na dobrym 25 miejscu. Bardzo dobrze wypada także nasz zespół pieszy na 50 km trasie pieszej, który reprezentują: Maciej Pochylski i Piotr Sułkowski.

Na pocieszenie pozostaje mi świadomość, że 20 zawodników powyżej w klasyfikacji przywiozło tyle samo punktów kontrolnych lub o jeden więcej ode mnie.

>>>Zobacz jak radzili sobie niektórzy uczestnicy na trasie TR200

Kolejna próba już w październiku w Szemudzie



Film: Krzysztof Kochanowicz / Zdjęcia: Piotr Gąsior

Organizator:

Pomorski Klub Orientacji HARPAGAN z siedzibą w Gdańsku,
ul. Ogarna 72, 80-826 Gdańsk,
tel. +48-606-210-024;
e-mail: harpagan@harpagan.pl
WWW: Harpagan
Też przeżyłeś ciekawą przygodę, odkryłe(a)ś nową trasę? Podziel się wrażeniami z innymi, napisz do nas.
Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (10)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
13.07.2017 wprowadzono zmiany w regulaminie.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.